50-lecie Welecji - opis obchodów

Mieliśmy szerokie zamierzenia wydania z okazji półwiecza istnienia Welecji wielkiej księgi, bogato ilustrowanej, zawierającej historję i ideologje Welecji, wspomnienia kolegów, opis obchodu 50-lecia, artykuły okolicznościowe i t. p., oraz, prócz wyczerpującej części informacyjnej - dokładny spis wszystkich członków Welecji od jej powstania. - Zamierzenia te musiały ulec chwilowemu, miejmy nadzieje, zaniechaniu ze względu na duże koszta, jakie pociągnęłoby za sobą tak pomyślane wydawnictwo. Wydanie niniejszego opisu w formie skromnej, bo nawet bez ilustracji, nie jest bynajmniej rezygnacją z tamtych planów. Komitet Stowarzyszenia Filistrów Welecji postanowił wydać na komersz 51-lecia drukiem opis uroczystości jubileuszowych w tem przeświadczeniu, iż ta książeczka stanie się dla uczestników obchodu miłą pamiątką, a dla tych kolegów, którzy na jubileusz przybyć nie mogli - relacją, że święto nasze by f o obchodzone godnie i uroczyście.
KOMITET STOWARZYSZENIA FILISTRÓW WELECJI.


PRACE PRZYGOTOWAWCZE.

Doceniając wagę, jaką dla Stowarzyszenia jest obchód 50-tej rocznicy założenia korporacji - Komitet Filistrów na jesieni 1932 r. postanowił przystąpić, nie zwlekając, do prac przygotowawczych nad urządzeniem obchodu. Koło Komerszowe 49-lecia wybrało komisję obchodu w składzie następującym: koi. koi.: Maurycy Chorzewski, Henryk Karpiński, Franciszek Lilpop, Kazimierz Kiersnowski i Tadeusz Kubalski.

Prace przygotowacze skupiły się chwilowo nad sprawą wydawnictwa pamiątkowego na 50-lecie. Postanowiono zbierać wszelkie materiały bez względu na to, czy wydawnictwo to z powodu kosztów będzie realizowane. Ponieważ w księdze tej miał również znaleźć się opis wszystkich Waletów, czyli t. zw. Album Veletorum, powołano do opracowania takiego spisu specjalną komisję. Do komisji tej weszli koi. koi.: Maksymiljan Karżewski, Stanisław Brzeziński, Henryk Kłodecki i Tadeusz Kubalski. Komisja Albumu Veletorum stanęła przed bardzo trudnem zadaniem. Z porodu kradzieży w Moskwie prawie wszystkich protokółów Koła, bez wątpienia najbardziej autoratywnego źródła do Sporządzenia takiego spisu - prace należało prowadzić na podstawie materjałów dostępnych. Były to: Album Academicum, Wydane w r. 1912 (spis wszystkich studentów Politechniki Ryskiej od jej powstania wraz z krótkimi życiorysami i adnotacją do jakiej korporacji student należał), roczne biuletyny C! C! z ostatnich lat przedwojennych, zawierające spisy korporantów ryskich, listy adresowe, trochę wydawnictw weleckich, no i pamięć kolegów. Komisja odbyła szereg posiedzeń, omawiając i kwalifikując zbierane materjały. Dzięki benedyktyńskiej pracy koi. Karżewskiego, który z ogromną skrupulatnością uzupełniał spisy, Album Veletorum, powoli uzupełniany, stał się wreszcie kompletny. Zawiera on przeszło osiemset nazwisk wszystkich, którzy przez Welecję w ciągu lat pięćdziesięciu przeszli. Spisy członków Welecji w Warszawie opracował koi. Tadeusz Kubalski. posiłkując się ewidencją zaprowadzoną przez koi. Tadeusza Kokelego.

Inne działy przyszłego wydawnictwa nie postępowały w tem tempie. Zresztą już przed samym obchodem stało się ja-snem, że fundusze Stowarzyszenia nie pozwalają na zaangażowanie się w wydawnictwo na podobną skalę. Nawet sprawa wydania gotowego już Albumu Veletorum, jako aneksu do ewentualnego wydrukowania mowy koi. Karpińskiego podczas Akademji 50-lecia - stanęła pod znakiem zapytania.

Komitet Stowarzyszenia musiał się liczyć przedewszystkiem z koniecznością urządzenia samego obchodu i kosztów, z nim związanych. Organizatorzy, chcąc z jednej strony nadać obchodowi 50-lecia charakter jak najbardziej uroczysty, a z drugiej strony pragnąc umożliwić szerokim rzeszom kolegów wzięcie udziału w jubileuszu - rozesłali do kolegów ankietę, przedstawiającą dwie alternatywy programu obchodu, bardziej wystawną i skromniejszą. Na podstawie otrzymanycli odpowiedzi postanowiono urządzić obchód w ramach skromniejszych, ograniczając minimum składki dla kolegów do 25 zł.

W związku z tem, wobec konieczności pomieszczenia wydatków w granicach przewidzianych wpływów - Komitet niejednokrotnie musiał rezygnować ze swych pierwotnych zamierzeń. Rezygnacją najdotkliwszą było zaniechanie wydawnictwa. Również pod względem reprezentacyjnym program uległ wydatnym ograniczeniom.

W październiku 1933 r. powołano Komitet Obchodu w składzie następującym: przewodniczący koi. Walenty Miler, oraz członkowie kol. kol.: Henryk Radziszewski. Władysław Trapszo, Juljusz Dowoyna - Sylwestrowicz, Franciszek Sawicki i Adam Cybulski. Na skutek późniejszych kooptacyj z Komitetem współpracowali filistrzy kol. kol.: Bronikowski Konstanty, Brzeziński Stanisław, Bukowiecki Jerzy, Chorzowski Maurycy, Chyrosz Wacław, Henrych Jtilj;in, Karpiński Henryk, Karżewski Maksymilian, Kicrsnowski Kazimierz, Kubalski Tadeusz, Lilpop Franciszek, Mucharski Jan, Ponikowski Tadeusz, Sługocki Bronisław, Spotowski Zbigniew, Tuliszkowski Józef i Zagórowski Wacław, oraz członkowie czynni koi. koi.: Baniewicz Mar Jan, Dajkowski Zygmunt, Gdowski Zygmunt, Ibiański Feliks, Jabłoński, Januszewski Feliks, Jurzyński Wacław, Kognowicki Witold, Kostrzębski, Krynicki Józef, Łossan Czesław, Malinowski Tadeusz, Miler Zdzisław, Ostromęcki Juljusz i Oszurko Kazimierz.

Komitet Wykonawczy wyłonił szereg podkomisyj, które pracowały nad przygotowaniem poszczególnych fragmentów obchodu. I tak podkomisja reprezentacyjno-towarzyska (przew. kol. Trapszo) miała za zadanie organizację Akademji, zebrania towarzyskiego, komerszu, ułożenie odpowiedniego ceremonjału oraz nadzór ogólny nad sprawnem wykonaniem programu. Podkomisja mieszkaniowa (przew. koi. Spotowski) zajęła się przygotowaniem kwater dla przyjezdnych filistrów i gości. Zdołano uzyskać szereg pomieszczeń bezpłatnych w domach kolegów dla przyjezdnych filistrów, oraz dla gości Welecji (Polonów, Talawów i Wironów) locum w domu Akademickim przy pl. Narutowicza, na kwaterze i w mieszkaniach filisterskich. Podkomisja gospodarcza (przew. koi. Radziszewski) zorganizowała stronę gospodarczą obchodu, mianowicie zaopatrzenie bufetu na kwaterze, urządzenie kolacji komerszowej i t. p. Podkomisja kościelna (przew. koi. Brzeziński) zajmowała się sprawą uroczystego nabożeństwa w kościele Zbawiciela i sprawą ceremoniału chrztu nowego sztandaru, ofiarowanego korporacji przez pp. Filistrówny. Podkomisja przyjęcia gości (przew. koi. Sawicki Franciszek) opracowała szczegółowy program pobytu gości z Polonji, Talawji i Vironji. Goście nasi poza udziałem w uroczystościach mieli możność zwiedzenia zabytków i osobliwości Warszawy.

Dla uczestników uroczystości jubileuszowych Komitet Obchodu wyjednał u władz kolejowych 50% zniżki kolejowe.

Celem zapewnienia jednolitości i sprężystości w wykonaniu całkowitego programu Komitet Wykonawczy nadał koi. Milerowi Walentemu, przewodniczącemu Komitetu, uprawnienia dyktatora.

Komitet pracował przez dwa miesiące, doprowadzając do końca swe prace przygotowawcze. I gdy nadszedł pierwszy dzień obchodu, każdy z nas miał wyznaczone funkcje, wszystko było należycie przygotowane, organizacja była zakończona.


I-SZY DZIEŃ OBCHODU PIĘĆDZIESIĘCIOLECIA

czwartek - 7 grudnia 1933 r.

Od rana wczesnego na dworcach warszawskich spotykali Weleci zjeżdżających gości komerszowych. Specjalne autokary, wynajęte przez Komitet Obchodu, odwiozły delegatów zaprzyjaźnionych korporacyj na kwaterę, gdzie nastąpiło uroczyste powitanie sztandarów. Sztandary ustawiono w specjalnych stojakach w pokoju Prezydjum.

Jako przedstawiciele bratniej Polon ji przybyli z Wilna:
prezes Kieżuń, v-prezes Bohdan Koziełł - Poklewski, sekretarz. Mirosław Sikorski, olderman Gulczyński, filistrzy i członkowie Konwentu: Eysmontt, Chodakiewicz, Wyszomirski, Piekarski, Stoński, Szwykowski, Stołpyhwo oraz fuks - maior Moraczewski i kandydaci: Augustowski i Stołwiński.

Jako przedstawiciele również skartelowanej Talawji przybyli z Rygi: prezes Leo Taurins, v-prezes Rajmund Sigals, sekretarz Waldemar Landsberg, olderman Alfred Kisis. filistrzy i członkowie Koła: inż.-arch. Jan Blau, dr. Alfred Pakals, Monvid Lazda, Aleksander Olavs, Jan Grinstein, Jerzy Raudseps, Teodor Blomberg, Piotr Grinbcrg, Andrzej Ernests, Egon Biskops, Rudolf Bridags, Olgierd Kazrics i kandydaci Veceslav Drcimanis i Antoni Yanags.

Jako reprezentanci zaprzyjaźnionej Vironji przybyli z Tar-tu: senior Yerner Helmuth Neumann i subsenior Kari Parl.

Bezpośrednio po powitaniu zaproszono gości na śniadanie. O godz. 11-ej rozpoczęło się w kościele Zbawiciela uroczyste nabożeństwo żałobne za dusze zmarłych członków Stowarzyszenia.

Przed samem nabożeństwem odbyła się uroczystość wręczenia i poświęcenia nowego sztandaru, ofiarowanego Welecji przez pp. Filistrówny. Sztandar wręczono prezesowi K! koi. Stanisławowi Markowskiemu. Rodzicami chrzestnymi byli: założyciel i pierwszy prezes Welecji fil. Józef Budkiewicz i wdowa po zasłużonym ś. p. fil. Edwardzie Buszu - czcigodna fil. Marta Buszowa.

Mszę św. celebrował ks. prałat Marceli Nowakowski w asyście dwóch księży. Podczas nabożeństwa były wykonane pienia religijne. .

Do tłumnie zebranych Weletów z rodzinami, delegacyj i gości przemówił od ołtarza ks. prałat Nowakowski, wskazując na zawsze aktualne i żywotne hasła Welecji, których moc i siłę dziś po półwiekowem istnieniu korporacji i po półwiekowej ich próbie tem łacniej ocenić możemy. Kaznodzieja w podniosłych słowach wzywał Weletów, by ideały swoje dalej w życiu wysoko dzierżyli i nieskalane mogli je przekazać przyszłym pokoleniom Wóleckim. Odmówienie przez obecnych modlitw za dusze zmarłych zakończyło uroczystości kościelne.

Niezwykły widok przedstawiał plac Zbawiciela w to zimowe południe, gdy wyroiły się z kościoła tłumy, w większości swej w korporacyjnych deklach. Starzy filistrzy, którzy na ten dzień uroczysty przywdziali swe stare wysłużone dekle ryskie, budzili zainteresowanie i ciekawość ulicy warszawskiej, nieczęsto oglądającej takie widoki. Nawoływania znajomych, głośne i serdeczne powitania przyjaciół, po latach się spotykających, przynaglania kolegów z Komitetu rozbrzmiewały po całym placu. Wreszcie wyciągnął się długi wąż w kierunku Doliny Szwajcarskiej, gdzie odbyć się miała wspólna fotografja. Skomplikowane rusztowanie ze stołów i z krzeseł, ustawione w sali, poczęli zapełniać przybyli. Na samej górze ustawiły się poczty sztandarowe Polonji, Arkonji, Talawji, Jagiellonji i dwóch sztandarów Welecji. Znany fotograf warszawski p. Marjan Fuks dobrze się nauwijał, nim usadowił, ustawił i należycie upozował blizko trzysta osób, które trzeba było zmieścić na jednem zdjęciu.

Po fotografji wszelkiemi środkami lokomocji udawano się na kwaterę, gdzie przy obficie zaopatrzonym bufecie na dole i rozstawionych stołach na I p. odbyło się śniadanie. Tłok panował duży, mimo, że część tylko z Doliny wraz z paniami przybyła. Jednak gwarno było i wesoło. Przybyli zwiedzali Dom Welecki, oglądali ofiarowane korporacji z okazji jubileuszu dary i podziwiali bogatą dekorację kwatery. Delegaci byli podejmowani przez Welecję obiadem, który przeciągnął się do godzin wieczornych, poczerń rozwiezione ich do wyznaczonych. kwater.

O g. 18.30 odbyło się na kwaterze doroczne zebranie Pań Filistrowych.

Wieczorem rozpoczęło się w Domu Weleckim zebranie towarzyskie z paniami, przy udziale licznie zaproszonych gości. W sali kołowej ustawiono w trzy rzędy ważkie stoły. Na podjum urządzono estradę koncertową. Mimo dużej ciasnoty udało się wszystkich przybyłych ulokować przy stołach z kawą, herbatą i słodyczami i rozpoczęto koncert, w którym łaskawy udział wzięli: fil. Mikołajowa Kulwieciowa (śpiew), p. St. Jarzembski (skrzypce), fil. W. Czekierska (śpiew), p. Irena Egerówna (melodeklamacjc), fil. Jerzy Bukowiecki (śpiew), p. dyr. dr Al. Szenk (fortepian) i p. J. Nowicki (piosenki).

Po koncercie goście przeszli do bufetu na dole na kolację. Salę kołową uprzątnięto przez ten czas i wkrótce rozpoczęty się w niej tańce. Zabawa w doskonałym nastroju wszystkich ciągnęła się do późna w nocy. Zresztą bursze po wyjściu pań urzędowali przy piwie do białego rana.


II-GI DZIEŃ OBCHODU PIĘĆDZIESIĘCIOLECIA piątek - 8 grudnia 1933 r.

W piątek, dnia 8-go grudnia o godz. 11-ej rozpoczęła się na kwaterze uroczysta akademja. Intencją Komitetu Obchodu, było akademję tę urządzić w murach Domu Welcckiego, powodując się sentymentem miejsca i otoczeniem pamiątek, świadczących o półwiekowem istnieniu Welecji.

Ze względu jednak na szczupłość miejsca liczba uczestników musiała być z konieczności wydatnie ograniczona. Wobec wielkiej ilości zgłoszeń pragnących wziąć udział w tej uroczystości - Komitet nie był w stanie zadośćuczynić wszystkim i nawet zmuszony był zrezygnować z obecności na akademji Pań z rodziny Weleckiej.


UROCZYSTA AKADEMJA KU UCZCZENIU 50-TEJ ROCZNICY POWSTANIA KORPORACJI WELECJI.

Akademja odbywała się w sali Kołowej. Pragnąc wykorzystać maksymalnie pojemność ważkiej stosunkowo sali, ustawiono stół prezydjalny i mównicę przy dłuższej ścianie sali, a krzesła półkolem z pozostawieniem niedużych przejść. Przez wyjęcie drzwi do hallu i ustawienie w nim dodatkowo kilkudziesięciu krzeseł uzyskano ogółem przeszło dwieście miejsc. Sala była pięknie przybrana zielenią i emblematami korporacyjnemi z herbem Weleckim pośrodku. Za stołem prezydjalnym stanęły poczty sztandarowe. Barwy naszego Stowarzyszenia i korpora-tyj zaprzyjaźnionych tworzyły harmonijną całość. Patrzące ze ścian długie szeregi kolejnych prezydjów Welecji były niemymi świadkami tej pamiętnej dla Stowarzyszenia chwili.

Akademję zaszczycili swą obecnością Ich Ekscelencje Ministrowie Łotwy i Estonji dr. O. Grosvald i Robert Pusta oraz Ich Magnificencje - Rektor Uniwersytetu Warszawskiego prof. S. Pieńkowski i Rektor Politechniki Warszawskiej prof. inź. Edward Warchałowski. Z gości przybyli ponadto filistrzy i członkowie czynili zaprzyjaźnionych korporacyj - Polonji, Talawji, Vironji, Arkonji i Jagiellonji. Weleci, zarówno filistrzy, jak i członkowie czynni, zajęli pozostałe miejsca siedzące i wypełnili wszelkie wolne jeszcze zakątki sali.

Mimo panującego tłoku było cicho, jak w kościele. Rozpoczynało się bowiem uroczyste uczczenie pięćdziesięcioletniej pracy pokoleń Weleckich.

Akademję otworzył Prezes Komitetu Obchodu 50-lecia Welecji fil. Walenty Miler, zapraszając na przewodniczącego czcigodnego fil. inż. Józefa Budkiewicza, pierwszego prezesa Welecji z przed lat pięćdziesięciu. Witany oklaskami fil. Rudkiewicz zajmuje miejsce przewodniczącego i po zaproszeniu do stołu prezydjalnego prezesa Komitetu Filistrów Welecji fil. inż. Wieslawa Gąssowskiego i prezesa Koła Welecji kol. Stanisława. Markowskiego - zagaja akademję następującemi słowami:

Szanowni Panowie! Nie codziennego obchodu jesteśmy dziś uczestnikami. Pół wieku istnienia organie zacji studenckiej 'Welecja', to oczywisty dowód, że hasła, pod któremi powstała i cele, które sobie wytknęła : w ciągu tego długiego okresu czasu nie straciły ani na sile, ani na żywotności. Welecja istniała i istnieje, szerząc wśród młodzieży akademickiej pojęcia honoru, praworządności. niezależności duchowej i gorącego umiłowania kraju ojczystego. Nic więc dziwnego, że ci, Idó-rzy tę organizację do życia powołali, oraz ci, którzy następnie na rozwój jej patrzyli, czują się szczęśliwi, że. da czynu pożytecznego rękę przyłożyli, a w chwilach takich wszelki objaw uznania i życzliwości ludzkiej staje się tembardziej miły. To też nie mam dość wymownych słów, by dać wyraz naszej wdzięczności. Zwracamy się przeto do pp. Ministrów zaprzyjaźnionych państw Łotwy i Estonji, dziękując im za ich obecność, dalej zwracam się do Panów Rektorów wyższych uczelni, których obec-. nosć tu świadczy, iż są pełni zainteresowania wewnęirz-nem życiem młodzieży, zwracam się wreszcie do przedstawicieli brackich korporacyj Polonji, Talawji i Vironji, wreszcie do wszystkich tych gości, tutaj obecnych, którym w imieniu Welecji składam serdeczne, z serca płynące, staropolskie 'Bóg zapłać'. Głos ma kolega, Karpiński.

Fil. inż. Henryk Karpiński wygłasza dłuższe przemówienie,. poświęcone pólwiekowemu istnieniu Welecji. Ze względu na, brak miejsca nie jesteśmy, niestety, w stanie przytoczyć in exten-so tego przemówienia, doskonałego w swej formie i głębokiego w swej treści. Ograniczymy się jedynie do streszczenia najważniejszych myśli fil. Karpińskiego i do przytoczenia niektórych, najbardziej charakterystycznych fragmentów.

Na wstępie fil. Karpiński zobrazował warunki życia polskiego w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia po tak niedawnem i tragicznem załamaniu się powstania 63-go roku i upadku wiary w żywotne -siły narodu. Zapanował wówczas pozytywizm, podniesiony do godności filozoficznego systemu. Ideałem społeczeństwa stał się typ t. zw. szlachetnego inżyniera. Młodzież garnęła się do nauki. W kraju wyższe zakłady pozamykano, a dostęp do uczelni petersburskich był bardzo utrudniony z powodu wysokich wymagań i niezachęcający, ze względu na silne ograniczenia narodowościowe. To też prąd młodzieży polskiej skierował się do Politechniki Ryskiej, która, będąc zakładem półprywatnym (utrzymywanym przez miasto i komitet giełdowy ryski), stosunkowo niezależnym od władz państwowych - posiadała swą antonomję.

Liczba studentów - polaków wynosiła wówczas do 30% ogółu studjujących. Naturalnem przeto było, iż tak duże skupienie młodzieży polskiej musiało wytworzyć życie organizacyjne. Przy Politechnice Ryskiej istniały studenckie stowarzyszenia niemieckie o typie korporacyjnym i aczkolwiek ta forma organizacyjna była dla polaków raczej niesympatyczna, to jednak w takiej tylko postaci mogła być mowa o stworzeniu na gruncie tamtejszym, obcym, pod okiem czujnych władz rosyjskich --Stowarzyszenia czysto polskiego, o celach wychowawczo - narodowych, przed władzami oczywiście nieuzewnętrznianych.

O powstaniu takiego stowarzyszenia polskiego - Arkonji, a następnie Welecji fil. Karpiński tak mówi:

'...W maju 1879 r. powstało drugie polskie stowarzyszenie akademickie - Arkonja (pierwszem jak wiadomo była Polonja w Dorpacie). Arkonja zgromadziła prawie wszystkich studentów, studjujących w Politechnice w Rydze, w każdym razie odsetek wynosił ponad : 85%. Rozrosła się silnie, zorganizowała się bardzo poważnie, wypracowała swój statut i doszła wkrótce do bardzo znacznej liczby członków, gromadząc blisko 200 studentów. Niestety w tak wielkiej gromadzie koledzy nie znali się, nie mogli się porozumiewać dość często i dokładnie, aby wytworzyć jeden ogólny światopogląd i jednolite zapatrywania na cele i zadania stowarzyszenia. To też powstały rozmaite swary i nieporozumienia między członkami, które doprowadziły w końcu do bardzo poważnego rozłamu. Nie będę wchodził w szczegóły, nie będę podkreślał tego lub owego faktu, znamy je z naszych wspomnień i wydawnictw pamiątkowych korporacji Arkonja, nadmienić jednakże muszę, że za-sadniczem dążeniem kolegów ustępujących, było dążenie do prawa krytyki postanowień Kołu, jakkolwiek wszyscy zdawali solne sprawę z tego, że nawet w razie krytyla, postanowienia stowarzyszenia są dla jego członków obowiązujące. Gdyby zatem nie zdarzył się wypadek, jaki miał miejsce z kolegą Wojciechowskim, to znalazłby się inny powód, któryby do tego rozłamu doprowadził. W roku 1883 rozłam ten nastąpił. Połowa Arkonji wystąpiła, przyczem opuścił Arkonję prezes stowarzyszenia, prezes zebrań naukowych, olderman i cały szereg starszych, wybitniejszych członków, żegnając ją, jako przyjaciele, którzy do porozumienia w pewnych zasadniczych punktach dojść nie mogli. Ci koledzy, którzy opuścili Arkonję, wkrótce zgromadzili się celem stworzenia własnego stowarzyszenia i 26-go października starego stylu 1883 roku zatwierdzona została polska korporacja Welecja. Od tego czasu upłynęło lat 50...

...W 1883 r. korporacja Welecja stawiała pierwsze kroki, mając jednakże już bogate doświadczenie. Organizacja wewnętrzna stowarzyszenia była bardzo zbliżona do organizacji Arkonji, powstały te same wydziały, sekcje, komisje. Gromadka studentów, odcięta od swoich rodzin i ziemi ojczystej znalazła własną niejako rodzinę, a przynajmniej jej surogat, zżyła się ściśle, oddziaływa ła wzajemnie na siebie. Na licznych swoich posiedzeniach w rozmaitych wydziałach uczono się karności, obowiązkowości, starano się utrzymać jaknajwyżej sztandar honoru, u drogą ścierania zdań pomiędzy poszczególnymi członkami, drogą wzajemnego oddziaływania, wychowywano się na przyszłych obywateli niepodległej Polski. Bo nawet wtedy, Dostojni Goście i Kochani Koledzy, nawet wtedy, ani na chwilę wśród nas nie powstała myśl, że niepodległość Polsld jest mytem;
myśmy ją widzieli jako rzecz realną i z tego założeni wychodząc w tej wierze wychowywaliśmy coraz to nowe pokolenia młodzieży...
...Niemcy, zrzeszeni w swoich korporacjach zawsze odznaczali się nadzwyczajną lojalnością w stosunku do: państwa rosyjskiego. Korzystali oni z każdej okazji, by swe uczucia uzewnętrzniać w wiernopóddańczych manifestacjach. Polacy zaś starali się wszelkiemi siłami i od tych manifestacyj uchylać lub wprost do nich nie dopuścić. To też w ważnych bardzo chwilach, jak naprzykład podczas wojny japońskiej w 1910 roku na jubileuszu 200-nej rocznicy zdobycia Rygi przez państwo rosyjside. Welecja odmówiła udziału w manifestacji patrjotycznej i wskutek tego przechodziła bardzo ciężkie chwile i byt jej był bardzo poważnie zagrożony. Stowarzyszenic zawsze wybierało taką drogę, jakiej honor narodowy od korporacji polsidej wymagał. Nie chcę wchodzić w szczegóły tego zatargu, luźno jednak zaznaczę, że jakkolwiek Welecja dbała bardzo o byt stowarzyszenia, uważając, że jest placówką bardzo potrzebną, jako instytucja wychowawcza, to jednak nigdy nie zdecydowałaby się na taki postępek, który w oczach obywatela Niepodległej Polski mógłby być uważany za dowód słabości lub niezrozumienia swoich obowiąziców. Mówca kreśli dalej dzieje Welecji, jej wspaniały rozwój w Rydze, tułaczkę w Moskwie i wreszcie przeniesienie do Warszawy, stolicy wolnej Polski. Tu Welecja, po przystosowaniu się do zmienionych warunków bytowania we własnem państwie, od lat blisko siedemnastu pracuje.

Z kolei mówca opowiada o powstaniu organizacji filisterskiej:
...Nieżyjący Jan Bronikowski i nieobecny, niestety, z powodu choroby Józef Sniechowski uważali za konieczne, żeby te serdeczne węzły przyjaźni, jakie łączyły kolegów w murach wyższej uczelni, podtrzymać nadal, zbierać się jaknajczęściej i porozumiewać się. W ten sposób już w 1886 roku urządzano posiedzenia i zebrania filistrów Welecji. Odbywały się one najczęściej w soboty po rozmaitych lokalach, przez dłuższy czas w Alkazarze, potem w restauracji Micheaux, Zaleskiego ..etc. Ponieważ uczestników przybywało coraz więcej i tego rodzaju regularne posiedzenia mogły ściągnąć kłopoty ze strony podejrzliwych władz rosyjskich, przeto w roku 1908 wszyscy filistrzy zamieszkali w Warszawie gromadnie wstąpili do Resursy Obywatelskiej, która gościnnie otwarła im swoje podwoje i odtąd mieli możność zbierania się zupełnie swobodnie oraz porozumiewania się jaknajczęstszego ze sobą. Powstała organizacja, która stopniowo na równi ze Stowarzyszeniem czynnych Weletów rozwijała się i potężniała. Naturalną rzeczą było, że pomiędzy czynnymi członkami Welecji i jej byłymi członkami-filistrami zadzierzgnięto nić stałego porozumienia i starano się, ażeby pomiędzy starszem i miodem pokoleniem różnice zbyt poważne nie powstawały. Ogromnem ułatwieniem w tym kierunku były zjazdy kolegów, odbywające się co 5 lat w Rydze, przy-czem pierwszy 10-cio letni zjazd związał bardzo sfinie korporantów z filistrami. Pamiętam z jakim pietyzmem przyjmowaliśmy wtedy na kwaterze Welecji 'starych filistrów', przeważnie o kilka lat zaledwie od nas starszych. Imponowało nam ich stanowisko życiowe, oni już pracowali, myśmy uczyli się dopiero. Aby zbliżyć jak najbardziej stare i młode pokolenie, postanowiono na zebraniu koleźeńskiem z okazji 10-ciolecia, że filistrzy i wszyscy członkowie koła mają się traktować jak bracia i być ze sobą na ty, - gdyż tego zwyczaju dotychczas w Welecji nie było. Nadto jeszcze filistrzy zobowiązali się czynnie pomagać stowarzyszeniu, przyjmując na siebie pokrycie części budżetu stowarzyszenia.

15-to lecie przyniosło nowe zdobycze. Majątek stowarzyszenia wzrasta; obawiano się, że ten majątek może być skonfiskowany. Po długich naradach, z ludźmi doświadczonymi w tym kierunku postanowiono przepisać cały majątek na imię kilku osób, poza stowarzyszeniem stojących. Zdecydowano, aby wszyscy filistrzy przystąpili do organizacji filisterskiej pod nazwą Stowarzyszenie Filistrów Welecji i na rzecz tego stowarzyszenia opodatkowano się w bardzo skromnej wysokości 50 kopiejek miesięcznie. Z funduszów tych postanowiono udzielać zapomogi kolegom, a ponieważ już wtedy bardzo znaczna część filistrów wstąpiła w związki małżeńskie i własne posiadała rodziny, - były wypadki, że wskutek śmierci męża i ojca znalazła się wdowa w bardzo ciężkiem położeniu, panie nasze - żony filistrów - założyły Kasę Wdów i Sierot, która przy Stowarzyszeniu Filistrów rozwija się i stanowi obecnie instytucje, która w wielu bardzo wypadkach i wielu przykrych okolicznościach wdowom i sierotom po Weletach przychodzi z pomocą.

I tak omówiwszy całą półwiekową działalność Koła Welecji, Stowarzyszenia Filistrów i Kasy Wdów i Sierot po zmarłych Weletach - scharakteryzował fil. Karpiński cele korporacji i jej ideały, to, co Welecja osiągnęła i do czego teraz dążyć winna. Zakończył mówca swoje nadzwyczaj interesujące przemówienie apelem do wszystkich Weletów o dalszą braterską współpracę nad wprowadzeniem w życie i utrwaleniem haseł Weleckich, którym wierni byliśmy przez lat pięćdziesiąt.

Zebrani podziękowali fil. Karpińskiemu długotrwalemi oklaskami za jego doskonałe przemówienie, wysłuchane z ogromnem zainteresowaniem, zarówno przez gości akademji, jak i przez kolegów - Weletów.

Z kolei przewodniczący udziela głosu przedstawicielowi, złączonej z Welecją więzami braterstwa, najstarszej polskiej korporacji Polonji - fil. Władysławowi Sołtanuwi, który wygłasza następujące przemówienie:

W imieniu Korporacji Polonja, ongiś w Dorpucie, obecnie w Wilnie, w imieniu grona jej członków czynnych i jej filistrów składam czcigodnemu i kochanemu Jubilatowi nasze najserdeczniejsze, głęboko odczute, od lat całych żywione życzenia i powinszowania.

Konwent Polonja, który 105 lat temu powstał jako spadkobierca młodzieży, jako spadkobierca idei filareckiej, z radością widział, że w sąsiedniej z Dorpatem siedzibie, że wówczas w stosunkowo wolnej jeszcze Rydze, powstało bratnie, akademickie, polskie stowarzyszenie. Gdy powstała 50 lat temu Welecją, z radością patrzyliśmy na jej rozwój i z biegiem czasu, gdy widzieliśmy jej wysiłki, bo proszę Państwa, nasze wysiłki ówczesne byty ciężkie, a myśmy robili dobrą robotę, myśmy tworzyli. urabiali człowieka i polaka, - otóż, gdyśmy widzieli, że ta praca Welecji szła z dnia na dzień, to przyjazna nasza przychylność przerodziła się. w serdeczną jedność i tej jedności dowodem jest łączność, którą Polonja z Welecją zawarta. Stosunek Polonji do Welecji stał trwale, niezmiennie i cieszę się, ze niejednokrotnie mogłem widzieć słosune.lt ten, jako jednolity i potężny. Cieszę się, że dziś mogę przypomnieć, że lat temu kilkadziesiąt, podczas wojny domowej, o której tutaj była mowa, ja z ramienia konwentu Polonji miałem szczęście przyjść do Welecji i powinszować im odwagi, przystąpienia do urzeczywistnienia pewnych nakreślonych idei. Więc dzisiaj, gdy Wy patrzycie na 50 lat waszej owocnej pracy, dziś, kiedyśmy tutaj przybyli, by z Wami przypomnieć czasy przeszłe i życzyć Wam szczęścia i rozwoju na przyszłość, pozwólcie, że złożymy Warn mały upominek. Jest to karabela, jest to symbol walki, bo drodzy Koledzy, Wy jesteście członkami starej korporacji, ale Wy jesteście młodzi, raczej my wszyscy jesteśmy młodzi i dlatego życzę Wam walki, nie tej fizycznej, ale życzę Warn walki o ideały, o zasady, o pogłębienie tych Waszych ideałów wśród Was i rozszerzenie wśród społeczeństwa polskiego. I życzę, byście z Waszem hasłem 'Viribus Unitis' i 'Suum Cuique' i z naszem hasłem 'Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego' pracowali dla dobra Polski, tworząc i urabiając człowieka, tworząc i urabiając polaka. Kończę tak, jak i przedmówca mój swoje przemówienie skończył: Vivat, crescat, floreat Veletia in aeternum!

Po tych słowach fil. Sołtan wręcza przewodniczącemu, wśród oklasków całej sali, karabelę z 17-go wieku. Karabela ta posiada na pięknie grawerowanej klindze napis 'Jezus Marya 1610'' oraz złotą tarczkę z dedykacją Polonji.
Teraz przewodniczący udziela głosu przedstawicielowi drugiej skartelowanej z Welecją korporacji - Talawji w Rydze. Przemawia filister Talawji inż. Jan BIau (po rosyjsku).
Serdecznie Was pozdrawiam od stowarzyszenia filistrów Talavia w Rydze, z którą żyliście w takiej przyjaźni, która Wam jest wdzięczna i w dalszym ciągu obowiązana Welecji za tę pomoc, jaką jej zawsze okazywała, będąc na obczyźnie.
Vivat, crescat, floreat Veletia in aeternum!

Następne przemówienie wygłasza senior Talawji kol. Leo Taurins w języku łotewskim. Piękne jego przemówienie odczytał obecnym Talaw Olgierd Kazries w tłumaczeniu na język polski. Delegat Talawji tak mówił:
Imieniem Korporacji Talavji mam zaszczyt przynieść braterskie, pozdrowienie dla Welecji w dniu jej 50-Iecia. Przeszło 50 lat ciężkiej walki. Kiedyś na obczyźnie założona Welecja ma szczęście obchodzić 50-letni jubileusz w sercu Ojczyzny, w głównem mieście Państwa. W czasie tych 50 lat Welecja wyrosła na potężną korporację, która dała ojczyźnie ludzi, którzy pracowali i oddawali wszystko, ażeby wywalczyć i utrwalić Jej niepodległość. 50 lat Welecja wysoko stawiała honor bursza. W czasie ostatnich 30-tu lat życie jej zostało związane z życiem Talavji. Nasza przyjaźń rozpoczęła się kiedy polacy i łotysze byli pod jarzmem innych narodów, kiedy nasze ojczyste języki, obyczaje ojców były niena widzone przez naszych ciemięzców. Wtedy wspólne cierpienia i ból były czynnikiem przyjaźni między Welecją i Talavją. Jak jedna, tak i druga walczyły za wolność Ojczyzny, jak jedna, tak i druga najwyżej stawiały język ojczysty, swoje obyczaje, szczęście i przyszłość Ojczyzny. Wspólne cele wskazywały wspólną drogę, wspólna myśl - przyjaźń. Kiedy w roku 1900 założono Talavję, Welecja była tą, która jako starsza wszędzie i zawsze nas wspierała, która wspólnie z Korporacją Vironją starała się o nasze przyjęcie do C! C!. Za tą wielką moralną pomoc, za czyste serce bursza, za dobre wskazówki. Talavja serdecznie dziękuje Welecji. Wy Weleci większą część życia korporacyjnego spędziliście na ziemi łotewskiej, wśród narodu, który także, jak i Wy czekał na chwilę, w której mógłby zrzucić swe więzy.

Ziemia, na której założyliście swą korporację jest niewielką, ale mocną, jak mocni są jej synowie. I mocną jest także przyjaźń tych synów, co trwa tak długo jak dąb, którego najsilniejsza burza nie schyli. Mocną i wieczną jest i zostanie przyjaźń Talavji z Welecją. Nie przerwała jej obca moc, nie przerwie jej także granica i odległość. Dziś, jako mały symbol przyjaźni posyła Wam Korporacja Talavja i stowarzyszenie filistrów puhar, który za podstawę ma srebrny dąb. Ażeby nasza przyjaźń była i w przyszłości tak trwała, jak łotewski dąb, niech każdy, kto pije z tego puharu wspomina nasze wspólne życie, nasze wspólne cele, naszą wiecznie trwałą przyjaźń. Vivat, crescat, floreat Veletia in aeternilm!

Po zakończeniu swego przemówienia senior Taurins składa na stole prezydjalnym w ozdobnem pudle olbrzymi srebrny puhar, mający za podstawę rozłożysty dąb, symbol z herbu Talawji. Na puharze tym znajdują się herby Welecji i Talawji oraz wyryty obok dat 1883 - 1933 - panis: 'Velecijai - Talavija'.

Następnie przemówił prezes K! Arkonji koł. Leńniewski w imieniu swej korporacji:
W imieniu całej Arkonji składam Welecji życzenia, aby zawsze stała na straży swych zasad i aby się rozwijała pomyślnie.
Veletia vivat, crescat, floreat in aeternum!
Następnie kol. Leśniewski złożył na ręce fil. Budkiewicza dar Arkonji - piękny kryształ ze srebrnem okuciem i odpowiednim napisem.

Teraz przewodniczący fil. Budkiewicz udziela głosu przedstawicielowi estońskiej korporacji Vironji, powstałej w Rydze, a po utworzeniu niepodległego państwa Estońskiego - przeniesionej do Tartu (Dorpatu). Przemawiał senior Vironji Verner Helmuth Neumann w języku francuskim.
W imieniu Vironji mam zaszczyt powitać serdecznie korporację, Welecję w dniu jej wielkiego święta. Świętując razem ze swymi przyjaciółmi jubileusz 50-lecia może dziś Welecja dumnie spoglądać na swą przeszłość chwalebną.
Wiele już lat dzieli nasze pokolenia od tych pokoleń, które Welecję tworzyły. Jednak nie rozerwały się więzy braterstwa, wtedy zadziergnięte. Korporacja Vironja, którą mam zaszczyt reprezentować, nie zapomni nigdy, że, gdy była ona słaba i młoda, daleko od swej ojczyzny w obcem mieście skupiona - to wówczas w nielicznem gronie jej przyjaciół znalazła się Welecja i podała nam swą pomocną dłoń.
Przeszłość jest nam drogiem wspomnieniem. Obowiązkiem naszym jest również pracować dla przyszłości.
Dziś, gdy wolne są wreszcie dwa nasze narody, wydaje się, że hisiorja się powtarza. Trwa bowiem nasza współpraca, niekrępowana już teraz niczem, a my zachowaliśmy, jak ongiś, w sercu naszem nadzieję, gdy słabi u mocnych szukali oparcia. Polska jest tem z pośród mocarstw, które okazuje zawsze przyjazną pomoc narodom małym, a wśród nich wolnej Estonji.
I to jest powodem, dla którego chcemy dziś odświeżyć nowym entuzjazmem naszą starą przyjaźń i pracować dalej nad utrwaleniem tej serdecznej atmosfery przyjaźni między naszemi krajami, co jest ideą mężów stanu narodów Polski i Eslonji.
Veletia vivat, crescat, floreat in aeternum! Proszę o przyjęcie od Vironji tego upominku. Jest on dowodem naszej głębokiej przyjaźni.

Przy tych słowach senior Neumann składa na stole prezydjałnym srebrny puhar ozdobiony emaljowanym herbem Vironji. Na puharze są wyryte następujące słowa: 'Veleciale 50a juubliks Vironia Konwent'. Zebrani przyjęli serdecznemi oklaskami przemówienie seniora Neumanna, ujmujące tak prosto i szczerze przyjaźń obu korporacyj, powstałą przed laty w Rydze, a tak żywo kultywowaną obecnie przez młode generacje Welecji i Vironji.

Jako następny przemawia kol. Jan Janota - Bzowski, prezes K! Jagiellonja.
Dostojni Jubilaci! Choć krótkie jest życie człowieka, to jednak, im więcej zapału, im więcej miłości, im więcej uczucia wkłada człowiek w swoją pracę, tem większą dumą go ona przejmuje, a kiedy nadejdzie ten etap, gdy czas granicę łamie i oddziela to, co było - każdy człowiek spogląda w przeszłość, marzy o tem, jaka będzie przyszłość. Każdy człowiek robi ze sobą rachunek sumienia i szczęśliwy jest ten, kto w przeszłości swojej nie stanie przed tą granicą - symbolem czasu, oddzielających minione od rzeczy przyszłych.
Robicie dziś rachunek sumienia i jesteście szczęśliwi, bo widzicie wspaniałe blaski w przeszłości swojej, patrzycie na serca kolegów i gorącą życzliwość przyjaciół.
W imieniu Konwentu Jagiellonji pozwalam sobie złożyć najserdeczniejsze życzenia, aby te drugie lat 50, które korporację Welecję czeka, również rozpromienione były tym blaskiem serc gorących i przyjaznych. A dla siebie życzę, aby mi danem było za lat 50 w imieniu konwentu z tego samego miejsca przemawiać. Wtedy czułbym się prawdziwie szczęśliwy. Pozwolę sobie złożyć Wam rycerski ryngraf z napisem: 'Kto śmie przeciw nam wystąpić, gdy Bóg jest z nami'. Oby Bóg był zawsze z Wami.
Vivat, crescat, floreat, Veletia in aeternum! Po tych słowach przedstawiciel Jagiellonji składa wspaniały dar. Jest to bronzowy ryngraf wawelski z orłem polskim pośrodku i napisem w otoku: 'Si deus nobiscum - quis contra nos'.

Z kolei prezes kol. Markowski odczytał szereg depesz gratulacyjnych, nadeszłych z okazji jubileuszu Welecji.
Przewodniczący fil. Budkicwiez zakończył Akademję następującemi słowami:
Jestem głęboko wzruszony i jednocześnie dumny, że noszę te barwy, które, jak wynika z przemówień fu usłyszanych, zdobyły sobie uznanie, nie tylko w kraju, ale i zagranicą. Jest mi niezmiernie milo podziękować tutaj w imieniu Koła i w imieniu całej Welecji za te słowa, które dla nas są tak cenne, tem cenniejsze, że, mam wrażenie, pochodzą ze szczerego serca.
Wszystkim naszym Dostojnym Gościom najserdeczniej dziękuję za pamięć o naszym obchodzie. Obchód Akademji Uroczystej zamykam.

Po Akademji zebrani utworzyli cercle towarzyski, który przy roznoszonych lampkach wina przeciągnął się do godz. 2-ej pop.

Po zakończeniu Akademji i wyjściu gości większość kolegów pozostała na kwaterze i zasiadła do koleżeńskiego posiłku. Po obiedzie spędzano czas wesoło przy piwie i przy brydżu, aż do chwili, gdy rozległy się po całej kwaterze dzwonki, wzywające na. doroczne Koło Filistrów.
Koło to niezwykle liczne, bo zgromadziło 120 filistrów, otworzył przewodniczący Komitetu Filistrów kol. Wiesław Gąssowski, oddając na wstępie hołd zmarłym członkom Stowarzyszenia. Pamięć zmarłych zebrani uczcili przez powstanie. Koło wypełniły sprawozdania roczne, dyskusja i wybory na rok następny. W wolnych wnioskach poruszali koledzy szereg spraw Stowarzyszenia, wśród nich szczególnie sprawę niedawno sporządzonego Albumu Veletorum. Utworzenie takiego spisu, pierwszego od czasu powstania Welecji, wywołało zrozumiałe zainteresowanie obecnych. Koło Filisterskie zakończyło się o g. 20-ej. Zebranym były rozdawane do wypełnienia kwestjonarjusze Albumu Yeletorum. Niestety, niezbyt wiele otrzymaliśmy ich wypełnionych z powrotem.

Goście nasi dnia tego byli podejmowani na kwaterze obiadem. W godzinach popołudniowych fil. Janostwo Dzierźyńscy gościli u siebie przedstawicieli Talawji i Vironji. Wieczorem wszyscy goście Komerszu 50-lecia, wraz z pp. Filistrównami i gronem Weletów udali się do Teatru Wielkiego, gdzie byli obecni na przedstawieniu opery 'Tosca'. Po teatrze goście powrócili do Domu Weleckiego. Tam zjedzono kolację, która przeciągnęła się do późna w nocy.


III-CI DZIEŃ OBCHODU PIĘĆDZIESIĘCIOLECIA

Sobota, 9 grudnia 1933 r.

Dzień ten posiadał w programie obchodu dwa tylko punkty: Koło Komerszowe (rano) i Komersz (wieczorem). To też goście nasi mieli sporo wolnego czasu, który organizatorzy przeznaczyli na zwiedzanie miasta.

Wożono więc Talawów i Vironów autokarami po Warszawie już od rana. I tak zwiedzili goście m. in. Zamek Królewski, Zachętę, całe miasto, wraz z nowemi osiedlami i t. d. Zatrzymano się dłużej w winiarni Fukiera na Starem Mieście. Tam Weleci podejmowali gości tradycyjną lampką miodu. Brakło, niestety, już czasu na zwiedzenie Wilanowa, trzeba było bowiem wracać na kwaterę na obiad i poczynić przygotowania do wieczornego Komerszu. Polonusi w zwiedzaniu miasta udziału nie brali, gdyż udali się gremjalnie na pogrzeb swego filistra ś. p. Talten - Wilczewskiego.

O g. 11-te j odbyło się na kwaterze posiedzenie Koła Komerszowego (wspólnego filistrów i członków Koła). Koło to nosiło liczbę porządkową - 50.

Wyczerpujące sprawozdanie z działalności korporacji za rok ubiegły złożył prezes Koła koi. Stanisław Markowski. W dyskusji zebrani reasumowali dotychczasowy dorobek Welecji za okres miniony, omawiając szczególniej dzieje lat ostatnich. Zakończyła dyskusję mowa fiL Kazimierza Gruetzmachera, wzywająca Weletów do zgodnej współpracy i braterskiej łączności we wszelkich poczynaniach naszego Stowarzyszenia.


UROCZYSTY KOMERSZ ZEWNĘTRZNY 50-LECIA

Wieczorem, o g. 19-tej olbrzymia sala Tow. Łyżwiarskiego v Dolinie Szwajcarskiej zapełniła się tłumem korporantów w różnobarwnych deklach. Salę przybrano wspaniale herbami i sztandarami Welecji. Na miejscach honorowych umieszczono również emblematy i sztandary zaprzyjaźnionych korporacyj:
Polonji, Talawji, Arkonji i Jagiellonji.

Wzdłuż trzech rzędów, długich przez całą salę, stołów zasiadło blisko czterystu filistrów, burszów i kandydatów Welecji, Polonji, Talawji, Arkonji, Vironji i Jagiellonji. Wśród gości komerszowych znajdowało się sporo nazwisk, znanych i zasłużonych. Na Komerszu znajdował się również w deklu minister pełnomocny Łotwy dr. O. Grosvald, filister ryskiej Selonji.

Przy stole środkowym pręży dowali najstarszy i najmłodszy prezesi Welecji: fil. Józef Budkiewicz i kol. Stanisław Markowski. Niezwykły był to zaiste widok, gdy dwa pokolenia, półwieczem od siebie oddzielone, - dwóch Weletów: ten, który Stowarzyszenie przed laty pięćdziesięciu zakładał i ten, co zaszczytną godność prezesa Koła dzisiaj piastował - razem, przy jednym stole, świętowali uroczyście ten wielki dzień korporacji.

Stół ze strony prawej miał za prezydjum fil. Włodzimierza Gruetzmachera i v-prezesa K! kol. Zdzisława Milera. Przy stole ze strony lewej przewodniczyli przew. Kom. Fil. fil. Wiesław Gąssowski i v-prezes K! kol. Wacław Jurzyński. Przy drugich końcach stołów na kontrarjach prezydowali: stół środkowy-v-przew. Kom. Fil.-fil. Walenty Miler i kol. Józef Piotrowski stół prawy - fil, Stanisław Brzeziński i kol. Juljan Kiersnowski, stół lewy - fil. Henryk Kaipiński i koi. Juljiisz Ostromęcki.
Wzdłuż sali w tłumnie zapełnionych lożach siedziały panie z rodziny Weleckiej z czcigodną fil. Marta Buszową na czele. Był to dla pań wieczór niezwykły. Po raz pierwszy bowiem dopiero w dniu dzisiejszym matki, żony, siostry, córki i narzeczone Weletów miały możność przyjrzenia się, jak wygląda i jak się odbywa doroczny Komersz Welecji. Tyle przecież od swych mężów, braci i synów słyszały o tych Komerszach, o zwyczajach i ceremonjałach na nich obowiązujących, o tradycją uświęconych pieśniach obrzędowych, a zwłaszcza o podniosłej chwili sztychowania, - że z tem większem zainteresowaniem i ciekawością śledziły każdy moment, odbywającego się przed ich oczyma, Komerszu, z tem większą uwagą słuchały kolejnych pieśni i przemówień.

Trzykrotne bicie rapierami w stoły uciszyło gwarną salę. Powstał prezes K! kol. Stanisław Markowski i ogłosił otwarcie Komerszu Pięćdziesięciolecia.

Popłynęła, jak co roku, przez salę Pieśń Otwarcia. Śpiewali ją zgodnie wszyscy pod batutą Magistra Cantanti fil. Jana Dzierźyńskiego. I, jak zawsze, przy strofce, poświęconej 'braciom, co po życia znoju, spoczywają już w spokoju pod mogilnym żwirem ziemi...', powstaliśmy z miejsc, by z obnażonemi głowami uczcić pamięć zmarłych Weletów.

Pierwsze przemówienie wygłosił prezes K! kol. Stanisław Markowski. Było ono poświęcone temu najwyższemu ideałowi Welecji, jakiem jest wychowanie dobrego polaka, który dla chwały i wielkości swej Ojczyzny do końca swego życia będzie pracował. Gdy zabrzmiał okrzyk 'Niech żyje Polska!' - odśpiewano Hymn Państwowy. W drugiej części swego przemówienia mówił prezes o ukochaniu Welecji, od lat pięćdziesięciu dzierżącej wysoko swój nieskalany sztandar i zakończył okrzykiem na cześć korporacji naszej,

Po odśpiewaniu drugiej pieśni obrzędowej, starej pieśni Filaretów - 'Hej! Użyjmy żywota...' głos zabrał v-prezes K! kol. .Wacław Jurzyński, wygłaszając przemówienie do filistrów. Dziękował im za to, że Welecję stworzyli, że wytrwali, mimo przeciwności i Welecję do portu wolnej Ojczyzny doprowadzili, dziękował im za pomoc i opiekę, jaką stale Stowarzyszenie otaczają. Rozbrzmiała teraz prastara pieśń studencka 'Gaudeamus igitur'. Strofy solowe odśpiewał fil. Jerzy Bukowiecki, sala odpowiadała łacińskicmi refrenami. I, jak zwyczaj każe, przy śpiewaniu strofki 'Vivat omnes virgines!...', poświęconej płci pięknej, biesiadnicy powstali i, zwróceni w stronę lóż, wiwatowali, podrzucając aż do sufitu dekle. A gdy śpiewano strofę ostatnią, przy słowach 'Pereat et diabolus, quivis antiburszius...' - to zgodnie z tradycją - rumor uczynił się tak straszliwy, że zdawało się, iż pękną mury Doliny, bo z takim ogniem i temperamentem starzy filistrzy i młodzi bursze odżegnywali się od smutku i djabla, waląc w stoły rapierami, stukając kuflami i tupiąc nogami.

Po chwili, gdy sala się uciszyła, odpowiadał młodym w imieniu filisterjatu Welecji fil. Włodzimierz Gructzmachcr. A mówił ten przedstawiciel starszego pokolenia tak młodzieńczo i żywo, że porwał swym zapałem wszystkich. To też serdecznie-dziękowano mu oklaskami za to doskonałe przemówienie.

Do przybyłych na Komersz gości zwrócił się fil. Henryk Karpiński. dziękując im za uświetnienie uroczystości Weleckich i za to, że obecnością swą zadokumentowali, iż dorobek 50-letni Stowarzyszenia przedstawia pozycję poważną i, że praca pokoleń Weleckich wydaje dziś piękne rezultaty. Zakończył toastem na cześć przybyłych i okrzykiem, podchwyconym przez wszystkich Weletów.

Teraz nastąpiły przemówienia przedstawicieli zaprzyjaźnionych korporacyj. Jako pierwszy przemawiał imieniem Polonji fil. prof. dr. Emil Bursche, który mówił o wielkiej idei Stefana Batorego i obowiązkach nas wszystkich wobec Ojczyzny. Dzień taki jak dzisiejszy pozwala nam stwierdzić, że Welecja obowiązek ten chlubnie spełnia. W mocnych słowach podkreślił fil. Bursche więź duchową, łączącą obie bratnie korporacje - Polonję i Welecję.

W imieniu Talawji mowę wygłosił senior Leo Taurins, przypominając obecnym minione lata wspólnych walk z rosyjskim uciskiem i z korporacjami niemieckiemi. Wspomnienia z tych zmagań, wspomnienia drogie naszym filistrom, a nam tak dobrze znane z ich opowiadań - wytworzyły atmosferę braterskiej jedności, którą my młodzi jaknajżywiej podtrzymujemy. W imieniu filister jatuTalawji przemawiał fil. Jan Blau. Oba przemówienia, w języku łotewskim wygłoszone, przetłumaczył obecnym kom. Olgierd Kazries.

Z kolei przemawiał od Vironji subsenior Kari Parl po estońsku i po francusku. Nawiązał on do wspomnień z czasów ryskich i wykazał analogję przyjaźni Welecji i Vironji ze stosunkami Polski i Estonji obecnie. Mówca zapewnił, że w sercach nietylko wszystkich Wironów, lecz i całej Estonji żyją gorące uczucia dla narodu polskiego.

Przebywający w Warszawie płk. dr. Karls Skalder, filister Talawji, pozdrowił Welecję w imieniu armji łotewskiej, która żywi serdeczne uczucia przyjaźni i podziwu dla Polski i jej bohaterskiej armji.

Po zakończeniu przemówień przedstawicieli korporacyj zagranicznych zabrali głos delegaci zaprzyjaźnionych korporacyj polskich.

Imieniem Arkonji przemawiał fil. inż. Ihnatowicz - Łubiański a następnie fil. pos. Seweryn Czetwertyński, który roztoczył przed słuchaczami obraz dawnych przeżyć ryskich obu korporacyj. Mówił o ówczesnych nieporozumieniach i zgrzytach, które dziś, w perspektywie tylu lat, maleją i giną wobec ogromu dorobku obu Stowarzyszeń. Mówił o chwili obecnej, kiedy to Arkonja i Welecja zgodnie i przyjaźnie ze sobą współpracują, zahartowane w ogniu wspólnych trudów w czasach niewoli. Zakończył mówca zwrotem o pogłębienie tej przyjaźni i wzniósł toast na cześć jubilatki. Przemówienie fil. Czetwertyńskiego było długo oklaskiwane przez wszystkich obecnych na sali Weletów i Arkonów.

W imieniu Jagiellonji powitał Welecję i składał jej serdeczne życzenia fil. Kazimierz Rochowicz.
Z kolei zabrał głos fil. Franciszek Sawicki, który witał skartelowane z nami Polonję i Talawję. Po toaście na cześć Polonji odśpiewano starą pieśń Polską, będącą hymnem Polonji:
'Cześć polskiej ziemi...', a po toaście dla Talawji tradycyjne łotewskie: 'Lai dzivo sveiks...'.
Kol. Juljusz Ostromęcki mówił do Arkonów i Jagiellonów. Po obu toastach śpiewano: 'Niech z setek młodych piersi głos...'. Wreszcie do Wironów przemawiał po francusku kol. Zygmunt Gdowski.
; Na cześć Pań z rodziny Weleckiej wzniósł tradycyjny, na każdym Komerszu Weleckim wznoszony, tast kol. Zygmunt Sobkiewicz.

Olderman kol. Józef Piotrowski zwrócił się do setnego pierwszego cetusu kandydackiego, podkreślając, iż stoją oni na przełomie półwiecza Weleckiej pracy i są zapoczątkowaniem nowego okresu życia naszego Stowarzyszenia. W krótkich słowach wskazał olderman kandydatom na ciążące na nich obowiązki i pokładane nadzieje starszych, że kandydaci, przyszłość Welecji, godnie podźwignąć potrafią nasz sztandar.
Imieniem cetusu odpowiadał swemu wychowawcy i opiekunowi kand. Mieczysław Myślinski, dziękując mu za trudy i pracę nad wychowaniem nowych pokoleń Weleckich.

Teraz następowała najuroczystsza chwila Komerszu - obrzęd sztychowania. Gdy ustawiły się już naprzeciw siebie pary do sztychowania i cisza zapanowała na sali, popłynęła z setek piersi stara burszowska pieśń, która choć w trzech śpiewana językach, jedną ma przecież melodję i jednako nastroiła serca wszystkich. Przystąpiono do samego obrzędu. Sztychbruderzy ślubowali sobie wierność i braterstwo, wbijając na ostrza rapierów swe dekle. Uroczystość sztychowania, mimo prawie dwustu sztychujących się par, odbyła się szybko i składnie, dzięki temu, że sztychowanie przeprowadzono jednocześnie z obu końców każdego stołu.

Sztychowanie odbywało się przy akompanjamencie obrzędowych pieśni. Niestrudzony fil. Jan Dzierżyński, Magister Cantanti, z wysokości stołu dyrygował rozśpiewaną salą.

Ostatnim akordem oficjalnej części Komerszu było odśpiewanie Weleckiej pieśni do barw. Prezydja zgromadziły się przy sztandarze a wszyscy, w stronę sztandaru Welecji zwróceni, śpiewali pieśń przepiękną, sercu każdego Welety drogą, pieśń, czczącą nasze barwy, będące symbolem nadziei, prawdy i braterstwa. I złączyły się w bratnim uścisku dłonie Weleckie, przy strofie ostatniej...
'...Więc niech sztandary nasze wieją, Podajmy sobie bratnią dłoń. Z przyjaźnią, prawdą i nadzieją Pomkniemy śmiało w życia toń!'

Wzruszająca to była chwila i łzy zabłysły w oczach starych filistrów na widok tylu Weletów, ślubujących sobie wierność, a duma serdeczna rosła w ich sercach na myśl, że nie poszła na marne praca Weleckich pokoleń. Staliśmy się spójnią braterską, której nic zmogą żadne przeciwności.

Nastąpiła przerwa. Weleci pośpieszyli do swych pań, dzielących się wrażeniami z, poraz pierwszy oglądanego, Komerszu.

Opróżniono salę dla przygotowania stołów do kolacji. W sali sąsiedniej fotograf dokonywał zdjęć grupowych. I tak fotografowali się w grupach filistrzy, liczący conajmniej 75 semestrów, prezesi Welecji z fil. Budkiewiczem na czele, oldermani i t. d. Podczas samego Komerszu również dokonywane były zdjęcia całości i poszczególnych fragmentów.

Po przerwie panie opuściły salę Tow. Łyżwiarskiego. Rozpoczęła się nieoficjalna już część Komerszu - kolacja, która w biesiadnym nastroju przeciągnęła się do późnej nocy. Królowała tam pieśń studencka, w której rywalizowały nietylko korporacje ale nawet narody, panował nastrój wesoły i beztroski. I długo jeszcze w nocy przy stołach świętowali wszyscy dzień uroczysty, długo dźwięczała pieśń i drżały szyby od wiwatów. Przy winie i piwie starzy filistrzy przypominali sobie dawne piosenki i obyczaje ryskie, młodzież weseliła z nimi i długo sala rozbrzmiewała radosnym gwarem burszowskim.


PO UROCZYSTOŚCIACH JUBILEUSZOWYCH

Niedziela, 10 grudnia 1933 r.

W dniu tym goście zagraniczni podejmowani byli w godzinach przedpołudniowych w Akademickiem Stowarzyszeniu zbliżenia międzynarodowego. Po obiedzie na kwaterze goście udali się na wizyty pożegnalne do swych poselstw. Pozatem podejmowały gości nasze domy filisterskie (Talawowfil. Czerwińscy, Wironów fil. Luxemburg i t. d.). Wieczorem odbyła się na Kwa terze pożegnalna kolacja, na której wygłoszono szereg przemówień w bardzo serdecznym nastroju. Weleci gremjalnie odprowadzili na dworzec odjeżdżających Talawów i Wironów. Na dworcu były również pp. Filistrówny i grono filistrów z rodzinami, odprowadzających odjeżdżającą do Rygi fil. Buszową.

W prasie stołecznej (Gazeta Polska, Kurjer Warszawski, Gazeta Warszawska) ukazał się z okazji naszego jubileuszu szereg wzmianek i okolicznościowycli artykułów.

Uroczystości jubileuszowe zostały zakończone. Wróciliśmy do pracy codziennej, unosząc w sercach niezatarte wspomnienia i umocnienia naszej Weleckiej duchowej spójni. Tak powszechne uznanie naszej 50-letnicj działalności i tyle dowodów przyjaźni, w dniach jubileuszu złożonych, była widomem świadectwem, że pracowaliśmy pożytecznie i dobrze dla Polski. Uznanie to będzie nam bodźcem do nowej pracy, prowadzonej dalej pod hasłami Welecji: ,,Suum cuique' i ,,Viribus unitis', hasłami, łączącemi nakaz solidarności z nakazem tolerancji i poszanowania cudzych przekonań.

Niech nam wolno będzie na tem miejscu raz jeszcze najserdeczniej podziękować wszystkim za zaszczycenie swą obecnością uroczystości jubileuszowych, za łaskawie nadesłane życzenia i depesze, za złożone tak wspaniałe dary, za każdy, najdrobniejszy nawet, dowód pamięci, który zachowaliśmy w naszych sercach.